Tyle musi zapłacić pracodawca za twoją przerwę na papierosa

Wielu z nas, poza tradycyjną przerwą w pracy, robi sobie tak zwaną przerwę na papierosa. Choć liczba pojedyncza jest w tym przypadku lekkim przekłamaniem – ponieważ takich przerw w ciągu pracy jest zazwyczaj kilka. Czy wiesz jak bardzo kosztowne dla twojego pracodawcy jest to zajęcie?

Ile to kosztuje?

Palenie w miejscu zatrudnienia w wielu zakładach pracy dalej jest normą i to dość często występującą. Według danych z Głównego Urzędu Statystycznego, co czwarty dorosły Polak sięga codziennie po papierosa – niezależnie od tego czy jest w domu czy w pracy. Przeciętna przerwa na papierosa to około 5 minut. Choć czas ten może się wydłużać w zależności od tego gdzie palimy, jak daleko mamy do miejsca dla palaczy, czy podczas przerwy nie wdamy się w rozmowę z kimś znajomym… Większym problemem jest jednak częstotliwość palenia. Rekordzista pali nawet 40 razy w ciągu 8 godzinnego dnia pracy. Standardem jest jednak około 10 papierosów. Łatwo więc policzyć, że z jednej krótkiej przerwy robi się dodatkowa godzina. Każdego dnia. Więc pracownik – palacz poza przerwą przewidzianą w kodeksie pracy bardzo często dostaje dodatkową wolną godzinę „w gratisie”. Oczywiście w gratisie dla niego – bo koszt tego nałogu ponosi nie kto inny niż pracodawca.

Kantar Millward Brown dla Work Servis policzył, że polscy pracodawcy z powodu przerw „na dymka” tracą każdego dnia aż 30,9 mln zł! Przy obliczeniach wzięto pod uwagę średnie miesięczne wynagrodzenie z czerwca tego roku – ponad 4 tysiące złotych brutto – i liczbę pracowników w średnich i dużych przedsiębiorstwach. Według GUS to ponad 5,5 mln osób. Work Service dowodzi, że Polacy wypalają średnio 8,7 papierosa dziennie, co oznacza puszczenie jednego dymka na godzinę. Miesięcznie każdy palący pracownik zabiera więc swojej firmie i swoim kolegom czas o wartości ponad 560 zł brutto. Całkiem spore pieniądze, prawda?

Co z tym fantem zrobić?

Tak wysokie koszty papierosowych przerw dają pracodawcom coraz więcej do myślenia. W wielu firmach czas przeznaczony na „dymka” jest liczony jako nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy, jednak w ciągu dalszym spora ilość pracowników nawet nie myśli o tym, by informować o swoich wyjściach. Dlatego właśnie coraz więcej firm zaczyna kontrolować czas pracy. Optymalizując koszty, wprowadzają one systemy ewidencji efektywnego czasu pracy, a nawet programy antynikotynowe. Jednym z takich rozwiązań jest coraz powszechniejsze wykorzystywanie kart zbliżeniowych. Karty, umożliwiające na co dzień wchodzenie i wychodzenie, są też skarbnicą wiedzy o liczbie przerw pracownika w ciągu dnia.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *